• Wpisów:135
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:04
  • Licznik odwiedzin:4 789 / 2062 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
  • awatar I'm like a drug.: Szkoda tylko ,że to nie jest wyobraźnia , szkoda. Nie piszę opowiadań i bajek to nie dla mnie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
  • awatar luksusowymenelx3: @NielegalnaMiłość: NO HEJ . SPOKO , PRZECZYTAM . ALE JEST HACZYK . MOGŁABYŚ PRZECZYTAĆ MOJE ? NAJLEPIEJ PIERWSZE X D
  • awatar NielegalnaMiłość: Hej .;* Piszę, opowiadania, gdybys weszła, poczytała, byłabym wdzięczna, a najbardziej bym sie cieszyła za komentarz w ostatnim rozdziale .;* Mogę, się odwdzięczyć, jeśli chcesz ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar chacked: Wiesz ja raczej należę do realistów i po prostu muszę znaleźć kierunek życia i sens ... :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy - takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma; a wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę.  Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu, miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie. Miłość zapytała:  - Bogactwo, czy możesz mnie uratować? - Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie - odpowiedziało Bogactwo. Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.  - Dumo, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.  - Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć... - odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.  Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.  - Smutku, zabierz mnie ze sobą! - poprosiła Miłość.  - Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam - odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.  Dobry Humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc. Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu... Nagle Miłość usłyszała:  - Chodź! Zabiorę cię ze sobą! - powiedział nieznajomy starzec. Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać, kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała się dowiedzieć, kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.  - Powiedz mi proszę, kto mnie uratował?  - To był Czas - odpowiedziała Wiedza.  - Czas? - zdziwiła się Miłość. - Dlaczego Czas mi pomógł? - TYLKO CZAS ROZUMIE, JAK WAŻNYM UCZUCIEM W ŻYCIU KAŻDEGO CZŁOWIEKA JEST MIŁOŚĆ - odrzekła Wiedza.

 

 
  • awatar Klaudia♥: Hej ;) Polubisz? http://www.facebook.com/pages/Regina-Dutkowiak-photography/149084441882664?fref=ts
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Odłożyłam książkę na stolik przy łóżku i przetarłam piąstkami piekące oczy. Czułam pulsujący ból w skroniach - nieprzyjemny efekt zaczytania. Zerknęłam na zegarek.
"Pół do drugiej, no pięknie" pomyślałam. Od kiedy tylko nauczyłam się czytać cierpiałam na tę nieuleczalną przypadłość, że gdy wpadła mi w ręce książka, to choćby się paliło i waliło - musiałam ją przeczytać. Nie chciało mi się spać. Chociaż moje ciało było zmęczone ja byłam raczej dziwnie pobudzona.
"Muszę przestać czytać te pierdoły, człowiek naczyta się takich głupot i chodzi zakręcony, jakby żył w innym świecie... romantyczne bzdury" zganiłam się w myślach. Położyłam głowę na miękkiej poduszce, jej delikatny chłód przyniósł przyjemną ulgę. Przez chwilę pozwoliłam sobie odpłynąć, puszczając wodze fantazji dałam przyzwolenie swojemu umysłowi, aby wmówił sobie że żyję w świecie, w którym towarzyszą mi baśniowe stwory. Fascynujące wampiry, drapieżne wilkołaki...
- Przestań do cholery - mruknęłam do siebie. Byłam zaskoczona stanem, w którym się znajdowałam. Taki dziwny głód emocji.
"Zwariowałam", położyłam dłoń na czole. Chciało mi się śmiać samej z siebie. Na dniach skończyłam studia stricte biologiczne, wykluczające istnienie wszystkiego poza tym co da się dotknąć, zmierzyć i policzyć, a tymczasem jak jakaś nastolatka pozwoliłam by w mojej naukowej głowie zrodziło się pragnienie poznania tego świata od jego mniej oficjalnej strony. W końcu przecież istnieją zapisy na ten temat. Spędzając ogromne ilości czasu w bibliotekach, napotykałam co i rusz na jakieś pozycje opisujące demony czy duchy.
"No i co? Będziesz biegać o północy po cmentarzu kretynko?" głos w mojej głowie drwił ze mnie.
"Ale gdyby tak poznać jakiegoś uroczego wampira... Uroczego! Jasna cholera, bredzę! Jak wampir może być uroczy? No, może. W książce dla nastolatek. W serialu. W kinie. Poza tym, jakże wampir może w ogóle być, istnieć, egzystować w moim obecnym, teraźniejszym świecie? Nie może. No kretynka, nic dodać, nic ująć - kretynka."

Postanowiłam przejść się na spacer. Mam wakacje, mieszkam sama, ot wolność w pełnym tego słowa znaczeniu. Wciągnęłam luźne bawełniane dresy leżące przy łóżku i wyszłam z domu.
Cudownie chłodne powietrze lipcowej nocy uderzyło mnie w pierś. Umysł od razu jakby się obudził i zaczął pracować na wyższych obrotach. Szłam osiedlową uliczką, pośród szeregów domków, wdychając przyjemną woń kwiatów dobiegającą z każdego mijanego ogrodu. Podniosłam głowę, nade mną wisiały srebrne gwiazdy, jakby publiczność dla księżyca, który zmierzał ku nowiu.
"Och, jak romantycznie. Można by nawet zwymiotować w tej uroczej scenerii z nadmiaru romantycznych pierdół." sarknęłam w myślach i odpaliłam papierosa. Idąc wśród ciszy mąconej tylko przytłumionym odgłosem moich kroków, wciąż myślałam o tych baśniowych stworach. To było nawet zabawne. Pani magister kierunku ściśle naukowego, rozmyślająca o wampirach. Gdyby nie to, że byłam tam zupełnie sama, mogłabym nawet roześmiać się w głos. Postanowiłam przejść się nad strumień, który znajdował się nieopodal. Osiedle jest bardzo spokojne, nie słyszałam nigdy żeby działo się tu coś niepokojącego, droga oświetlona, więc czemu by nie iść?
Docierając do brzegu strumienia zgasiłam zapalonego wcześniej papierosa. Woda przyjemnie szumiała i chlupała o brzegi porośnięte wszelkim zielonym chwastem, spośród których wystawał wielki kamień sięgający mi nieco ponad kolana. Usiadłam na nim i poczułam jak oddaje mi swoje ciepło, które absorbował przez cały gorący dzień. Wyciągnęłam kolejnego papierosa. Zaciągnęłam się jego delikatnie mentolowym dymem i poczułam jak uderza mnie w płuca. Zeszłam z kamienia i ukucnęłam nad kępą błękitnych niezapominajek, urwałam kilka łodyżek i przesunęłam nimi po policzku. Człowiek po prostu mimowolnie się uśmiecha czując na skórze taki delikatny dotyk.
"Muszę rzucić to gówno. Tu kwiatki, tu strumyk, tam wietrzyk, a tu ja. Siedzę, kopcę i śmierdzę." kolejna myśl przemknęła przez moją głowę. Rzuciłam papierosa na ziemię i wdeptałam go w piasek. Wróciłam na swój kamień i podciągnęłam kolana pod brodę. Zamknęłam oczy i odrzuciłam głowę do tyłu, pozwalając by ciepły wiatr delikatnie zanurzył się w moich włosach. Cisza. Otworzyłam oczy i wpatrywałam się w niebo. Siedząc w tej pozycji czułam jak naciąga się moja urocza pamiątka, po niedoszłym adoratorze, rozciągająca się na moim prawym boku, od spodu piersi do samego pępka. Blizna długości około trzydziestu centymetrów, pamiątka po zręcznym cięciu. Zacisnęłam powieki, chciałam jak najszybciej odgonić od siebie złe wspomnienia. Cisza. Znów spojrzałam w niebo. Na granatowym firmamencie błyszczały gwiazdy. Jedna, dwie, trzy, cztery... Zapewne patrzyłam na całe konstelacje, ale nie miałam o nich zielonego pojęcia. Nigdy mnie to jakoś nie kręciło.
Nie wiem dlaczego, ale nagle w środku ogarnął mnie dziwny niepokój. Nerwowo rozejrzałam się dookoła. Moją towarzyszką była tylko uliczna latarnia stojąca nieopodal i rzucająca światło na brzeg strumienia oraz krzewy rosnące wokół niewielkiego skweru.
"Histeryczka" kolejna myśl przebiegła przez moją głowę i zamieniła się w nicość. Ale pośród szumu strumienia nagle dało się słyszeć coś, jakby głośne westchnięcie. Jakby ktoś westchnął rozczarowany zachowaniem niegrzecznego dziecka. Spanikowana stanęłam na równe nogi i rozejrzałam się znów wokół siebie, ale nie widziałam nic, prócz krzewów oświetlonych przez latarnię.
- Cz... czy ktoś tu jest? - spytałam głośno, chociaż głos wiązł mi w gardle. Cisza. Nagle zobaczyłam coś, jakiś czarny kształt przy pniu wielkiego drzewa rosnącego kilkanaście metrów ode mnie. Kształt jakby coś, jakby raczej... ktoś opierał się o wielki pień.
"O Boże, o Boże, o mój Boże..." jedyne co dudniło mi w głowie. Czułam jak ściska mnie w gardle, czułam jak krew zaczyna mi pulsować w skroniach, jakby miała za chwilę wylać się uszami. Kolejne westchnięcie. Omal nie zawyłam ze strachu. Nie wiedziałam czy mam tam stać, czy uciekać czym prędzej, ale żeby uciec musiałabym przebiec obok tego czegoś... kogoś.
- Czy ktoś tu jest? - zawołałam ponownie w stronę cienia, który majaczył na tle pnia. Chyba głos mi drżał. Coś poruszyło się w cieniu drzewa i z jego mroku wyszedł mężczyzna. Niespiesznie zrobił dwa kroki i z założonymi na piersi rękami oparł się o pień prawym barkiem, w takim miejscu, gdzie był już całkowicie oświetlony. Wysoki, na oko ponad 180 cm wzrostu, jego szerokie bary opięte były skórzaną kurtką sięgającą do pasa, spod której wystawała biała koszula. Ciemne jeansy skrywały długie, szczupłe nogi. Czarne, błyszczące włosy niedbale zaczesane do tyłu poruszane były delikatnie wiatrem. Nie widziałam tylko jego twarzy, bo stał tyłem do latarni. Kolana się pode mną ugięły. Obserwował mnie. Patrzył na mnie. Jak długo tu był? Dlaczego tu był? Kim on jest i czego chce?
"O Boże, o Boże, o mój Boże..." znowu ta krótka histeryczna myśl przebiegła przez moją głowę.
"Krzyczeć, uciekać, ratować się? Jak?!" wpadałam w panikę. Nie należałam do strachliwych osób, ale w tej sytuacji zupełnie nie wiedziałam co mam zrobić. Zaczęłam rozglądać się wokół za czymś, czym mogłabym się obronić, ale poza gładko przystrzyżoną trawą i kilkoma zeschniętymi liśćmi nie znalazłam nic.
- Cześć. - Odezwał się nagle ów przybysz. Miał ciepły, aksamitnie gładki głos. Taki... głęboki. Gdyby nie strach jaki mnie wtedy obejmował, mogłabym powiedzieć, że jego głos dosłownie zadrżał w moim brzuchu. Dziwne uczucie. Teraz mogłabym przysiąc że powiedział "chodź, chodź do mnie".
Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
"Ochłoń, uspokój się, dasz radę".
- Cz... cześć? - wydukałam.
- Piękna noc, prawda? - znów poczułam te dziwne wibracje. To chyba panika. Czułam jak dosłownie sączy się do mojej głowy, jak przesiąka nią każda komórka mojego ciała. Mężczyzna znów westchnął i puścił ręce luźno wzdłuż tułowia, a później założył je chyba kciukami na brzeg tylnych kieszeni spodni. - Przerażona? - Zaśmiał się cicho. Tak przyjemnie się śmiał. Tak ciepło.
Nie wiem skąd to pojawiło się w mojej głowie.
- Nie, skąd. Codziennie chodzę do lasu, spotykam tam obcych facetów i sobie z nimi gawędzę o drugiej nad ranem. - wypaliłam.
"Szalona. Zwariowałam. No to koniec. Zabije mnie. Zgwałci i zabije? Zabije? Żeby tylko znów nie bolało... Boże, proszę.", zamknęłam oczy. Wokół mnie nadal szumiał strumień, wiatr delikatnie poruszał liśćmi. Gdy je otworzyłam, zobaczyłam przed sobą twarz tego mężczyzny, dzieliło nas może kilka centymetrów. Mogłabym przysiąc że jego tęczówki były równie czarne jak źrenice, a kły były dłuższe niż u człowieka. Przez całą długość lewej strony twarzy od czoła, przez powiekę aż do lewego kącika pełnych ust ciągnęła się blizna. Nadawała jego ustom taki dziwny wyraz, jakby wciąż lekko, szyderczo się uśmiechał. Z wrzaskiem rzuciłam się w tył, ale złapał mnie za nadgarstki i przyciągnął do siebie. Nasze twarze znów dzieliły centymetry.
Jak on to zrobił? Jak to tak... szybko? Kilkanaście metrów. Mój umysł wsparty końską dawką adrenaliny analizował co się stało, ale panika szybko wyparła to z mojej głowy.
- Tytoń... - powiedział z obrzydzeniem. - Dlaczego wy kobiety to robicie? - szepnął. Patrzył na mnie lekko się uśmiechając. Nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Poczułam jego zapach. Mocny, a zarazem delikatny, niespotykany, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim. Przemknęło mi przez myśl, że to musi być wyjątkowo drogi zapach. Uderzał do głowy, mieszał zmysły.
Coś kazało mi się wyrywać, uciekać, ratować się, ale ten głos z mojego wnętrza słabł. Bałam się poruszyć, oddychać, być, żyć, istnieć.
"Boże, jeśli mam umrzeć, to niech zrobi to szybko". Czułam jego dłonie zaciśnięte nadgarstkach. Miałam wrażenie jakby uwięzły w imadłach. Dziwnie zimne.
"Naćpany. Naćpany świr mnie tu dopadł i będzie się znęcać nade mną, aż w końcu mnie zabije. To koniec. Boże, zmiłuj się."
Jego równie gorący oddech omiótł moją twarz, był dziwnie słodki. Próbowałam sobie przypomnieć z czym kojarzy mi się ten zapach, byle tylko odepchnąć od siebie myśl, że przyszło mi pożegnać się z tym światem.
- Otwórz oczy. - Szepnął miękko. Zupełnie jakby nie chciał mnie za chwilę zabić. - Nie zrobię ci... krzywdy.
"Pieprzony drwal morderca, zebrało mu się na czułości".
Nie mogłam podnieść powiek. Zatrzasnęły się na amen.
"Uspokój się, uspokój, tylko to cię uratuje". Powoli podniosłam powieki, ale wzrok wbiłam w guzik jego koszuli, którą miał rozpiętą do piersi. Wystająca spod niej skóra była gładka jak aksamit, delikatnie porośnięta na środku meszkiem czarnych włosków. Dałabym głowę, że skóra jest wręcz alabastrowo biała. Zbliżył twarz do moich włosów i wciągnął powietrze.
- Brzoskwinie. - Szepnął. - Uwielbiam brzoskwinie.
Głos uwiązł mi w gardle i nie mogłam mu odpowiedzieć. Ba! Czułam, że nawet gdyby ciął mnie teraz na kawałki nie byłabym w stanie wydusić z siebie słowa.
"Muszę coś zrobić, muszę, muszę..." zupełnie jakbym się zacięła. Podniosłam wzrok i spojrzałam mu twardo prosto w oczy. Oczy. Zupełnie czarne jak onyks. Nigdy nie widziałam ciała idealnie czarnego, ale gdybym je zobaczyła to na pewno byłoby właśnie tak czarne jak jego oczy. Odwzajemnił spojrzenie. Nagle jego usta przestały się uśmiechać, wyglądał teraz jakby się zamyślił, ale nagle spuścił wzrok, puścił moje nadgarstki i cofnął się o krok.
- Przepraszam... Ja... Ja... - Zupełnie jakby się czegoś przestraszył. - Nie chciałem zrobić ci krzywdy.
"No pięknie. Już nawet potwory płci męskiej się mnie boją."
- Powinnam już iść. - Zrobiłam krok na przód, ale zastąpił mi drogę. Tak się go przestraszyłam, że odskoczyłam do tyłu, wprost na głaz leżący za mną. Potknęłam się i runęłam w tył uderzając głową w jego gładką powierzchnię. Niebo zawirowało i zgasło.

***

Postanowiłem udać się na krótki spacer, żeby rozeznać się w terenie. W tej części kraju byłem po raz pierwszy i byłem zwyczajnie ciekawy, co smacznego można znaleźć w tych lasach, poza grzybiarzami rzecz jasna. Moja niewielka willa położona była na obrzeżach miasta, z dużym ogrodem i wysokim ogrodzeniem, w którym od strony ogrodu była furtka prowadząca do lasu. Idealnie. Moje nocne wyprawy nie będą zauważane.
Spacerując poczułem nagle zapach krwi. Dziwny zapach. Niesamowicie nęcący.
"Dziewica??? Niemożliwe! Nie w tych czasach!"
Zmierzałem w stronę źródła tego niesamowitego aromatu, gdy nagle zobaczyłem ją jak kuca nad niezapominajkami, a później z uśmiechem dotyka kilkoma kwiatkami swojej twarzy. Było w niej coś urzekającego, coś dziecięcego. Nie była już dziewczynką, raczej dorosłą piękną kobietą. Fascynująca. Cofnąłem się w cień. Piękna. Delikatna. Tylko ten papieros... Fuj! Chyba sama zobaczyła, że jest paskudny, bo rzuciła go i wdeptała w piasek. Gapiłem się na nią jeszcze chwilę, jak siada na kamieniu i patrzy w niebo odsłaniając tym samym całą swoją szyję i dekolt. Śliczna, śniada skóra pachnąca brzoskwiniami. Pojawiło się coś drżącego w jej fascynującej aurze. Zupełnie jakby ktoś dmuchał w płomień świecy.
"Alllleż bym ją tak... Mmm..." w myślach już zatapiałem zęby w jej pięknej szyi, widziałem jak cienka strużka krwi spływa po dekolcie, aż z moich ust wyrwało się westchnienie. Ale oprócz samego pragnienia jej krwi, czułem że chciałbym od niej coś jeszcze. Tak jakbym oprócz pragnienia czuł jeszcze głód.
- Cz... czy ktoś tu jest? - Odezwała się głośno, co wyrwało mnie z letargu.
"Tak maleńka, jestem tu. Uciekaj myszko do dziury..." prawie zaśmiałem się w głos. Zawsze są takie przerażone. Po co łażą w nocy po lasach?
- Czy ktoś tu jest? - powtórzyła głośniej, a mi znudziło się siedzenie w krzakach i postanowiłem trochę się zabawić. Ale co tu zrobić by jej nie wystraszyć... Nagle moje nogi jakby zaczęły pracować niezależnie od mojej woli, wyszedłem z cienia krzewów i stanąłem tak by mnie widziała, ale żeby nie zobaczyła mojej twarzy. Generalnie kobiety nie przepadają za moją pokiereszowaną facjatą. Generalnie to żadna nie miała okazji, by się do niej choć trochę przyzwyczaić, bo ja generalnie to mam duży... apetyt, że tak powiem.
Przez chwilę lustrowała mnie z góry na dół z przerażeniem w oczach.
- Cześć - Odezwałem się pierwszy.
"Nosz kurwa, gratuluję sobie lotności umysłu. Nie mogłem wymyśleć nic lepszego. Palant."
- Cz... cześć? - odparła niepewnie.
"Urocze stworzenie. Będzie nam się dobrze smakowało."
- Piękna noc, prawda? - zapytałem.
"No kretyn. KRETYN."
- Przerażona? - zadałem kolejne godne mnie - kretyna pytanie.
"Weź ty się chłopie lepiej przebij kołkiem i zaschnij w piwnicy."
- Nie, skąd. Codziennie chodzę do lasu, spotykam tam obcych facetów i sobie z nimi gawędzę o drugiej nad ranem. - Odcięła się. Miała rację, głupie pytanie, głupia odpowiedź. Była przerażona, czułem to. Strach oplatał ją całą, sączył się z jej ust z każdym oddechem. Zamknęła oczy. Nie wiem co mnie tknęło, w jednej chwili już byłem przy niej, gdy je otworzyła spojrzała prosto na mnie, coś zamajaczyło w moim umyśle, ale równie szybko zgasło, bo rzuciła się do ucieczki. Fascynująca. Udało mi się złapać jej nadgarstki. Czułem pod palcami jej szaleńczy puls... Wystarczyło by lekkie nacięcie, by krew sama sączyła się do moich ust.
- Otwórz oczy - poleciłem jej znów. - Nie zrobię ci... krzywdy.
Widziałem, że otworzyła oczy, ale wlepiała wzrok w mój tors. Tak niesamowicie pachniała, że po prostu musiałem jeszcze trochę się zbliżyć.
- Brzoskwinie.- Szepnął.- Uwielbiam brzoskwinie. A ty?
Nie była chudziutką i drobną kobietką, była raczej rozkosznie zaokrąglona gdzie trzeba, ale w tamtej chwili sprawiała wrażenie jakby miała się stłuc w moich rękach, zupełnie jak porcelana. Nagle spojrzała mi prosto w twarz. Twardo. Prosto w oczy. Miałem wrażenie jakby wbiła mi nóż prosto w mózg. Przewiercała mnie tym spojrzeniem. I wtedy to zobaczyłem. Widziałem tego faceta, jak stoi za nią, zatyka jej usta dłonią, przyciskając tym samym jej głowę do siebie, jak czubkiem noża gładko tnie cały jej bok. Poczułem jej ból, jej strach. Uczucie było tak silne, że aż puściłem jej nadgarstki. Widziałem i zadawałem już tyle bólu, strachu i krwi, że takie widoki nie powinny robić na mnie najmniejszego wrażenia, a jednak to wspomnienie wstrząsnęło mną do samych fundamentów mojej świadomości.
- Przepraszam... Ja... Ja... - Zająknąłem się. - Nie chciałem zrobić ci krzywdy.
- Powinnam już iść. - Zerwała się na równe nogi, ale zastąpiłem jej drogę. Nie chciałem żeby odchodziła. I wtedy zobaczyłem jak cofa się, jak upada na kamień...
- Hej! Uważaj! - Krzyknąłem, ale to co zobaczyłem wcześniej w jej oczach osłabiło moją percepcję na tyle mocno, że nie zdążyłem jej złapać. Usłyszałem tylko głuche uderzenie jej głowy o kamień. Ukucnąłem przy niej i zacząłem dotykać głowy czy nie jest rozbita. Nie jest. Już bym czuł zniewalający zapach krwi. Gęstej, czerwonej...
- Pięknie, kurwa, pięknie... - westchnąłem. Mało poetyckie, ale to jakoś jedyne, co wtedy przyszło mi do głowy. Ledwie udało mi się zmienić okolicę, a już trup zaczyna się ścielić wokół mnie.
Następnie sprawdziłem szyję, czy kręgi nie są pogruchotane. Też nie. Może ma siedem żyć? To byłoby całkiem zabawne. Ja jestem nieśmiertelny, ona z siedmioma życiami. Ciekawe czy mógłbym ją tak osuszyć do ostatniej kropli krwi siedem razy? No, po dzisiejszym wieczorze to już tylko sześć.
- No, dobra, śpiąca księżniczko. Idziemy. - Postanowiłem, że nie mogę jej tu tak zostawić.
"Kto wie, co tu jeszcze czai się w tych lasach. Zupełnie jakbym ja sam nie był najgorszym co mogło ją tu spotkać".
Zaniosłem ją do swojego domu i położyłem w sypialni na piętrze. Usiadłem w fotelu w rogu pokoju i postanowiłem czekać.
"Obudź się, księżniczko, obudź..."

***

Z ciemności jakie panowały w mojej głowie zaczęły wyłaniać się powoli kształty. Jasny prostokąt po lewej. Gdzie ja jestem? Chciałam rozejrzeć się po pomieszczeniu, ale poczułam tępy ból pulsujący z tyłu mojej głowy. Nagle, jak lawina, do mojej głowy zaczęły wsypywać się obrazy.
"Spacer, strumień, oczy, zęby, zapach, głos, strach, uciekać, uciekać!"
Zerwałam się na równe nogi, ale oszołomiona jeszcze uderzeniem straciłam równowagę i znów upadłam na podłogę. Rozglądałam się zdezorientowana po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Było tam duże okno, ubrane w lekkie, błyszczące, długie do ziemi firany, ogromne tapicerowane białą skórą łoże, na nim jasny puszysty koc i kilka poduszek. W rogu przy oknie stał stolik, a na nim lampka.
"Boże, gdzie ja jestem?!" znów zaczynałam panikować.
- Może tak położysz się spokojnie jeszcze na chwilę, zanim skończą ci się wszystkie życia? - Przerwał ciszę miękki głos dobiegający z najciemniejszego punktu pokoju. Gdy spojrzałam w tamtą stronę, widziałam tylko parę wręcz świecących na czerwono oczu. Wyszedł z cienia i stanął w świetle, teraz mogłam go dokładnie zobaczyć. Nie miał już kurtki. Rękawy koszuli podwinął do łokcia, był też bosy, światło księżyca pełzało po jego postawnej sylwetce i brzydko załamywało się na bliźnie na twarzy, sprawiając wrażenie jakby była jeszcze głębsza niż wcześniej, czarne włosy miał w nieładzie. Piękny. Miałam wrażenie, że za chwilę rozwinie czarne, pierzaste skrzydła. Jak anioł. Miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że chciałam mu zaufać. Chciałam go poznać, wiedzieć o nim wszystko. Zapach i aura jakie roztaczał wokół siebie powodowały, że chciałam zdzierać z niego ubranie zębami. Nigdy nie czułam czegoś takiego. Ja, młoda, dorosła kobieta, nigdy nie spałam z mężczyzną. Chyba wstyd się przyznać...
- Gdzie ja jestem? - spytałam.
- Nie bardzo wiedziałem co z tobą zrobić, więc postanowiłem zabrać cię do swojego domu - odparł niepewnie.
- Jak ranne zwierzątko... Kim ty jesteś człowieku? - Czułam, że złość zaczyna mieszać się ze strachem.
- Człowieku. - Jakby ważył brzmienie tego słowa. - Dziękuję za komplement. - Uśmiechnął się lekko. Jej mina zdradzała, że chce wiedzieć więcej. - Nazywam się Artur i wygląda na to, że będziemy sąsiadami.
- Klara. Sąsiadami? Gdzie ja jestem? - spytałam ponownie.
- Miło mi cię poznać Klaro. Wnioskując po miejscu, w którym się spotkaliśmy to mieszkamy na tym samy osiedlu. Ubiegając twoje następne pytania, nie, nie chcę cię zgwałcić, ani zabić, nie to nie jest porwanie. Powiedzmy, że do chwili kiedy poczujesz się lepiej, jesteś moim gościem. Czy w związku z tym napijesz się ze czegoś? Może jesteś głodna?
- Która jest godzina? - spytałam wciąż zdezorientowana.
- Dochodzi trzecia. Napijesz się czegoś? - Uniósł brwi.
- Tak... Przydałoby mi się coś mocniejszego - bąknęłam.
- Wódka z lodem? Whisky? Wino? Piwo? Drinka?
- Drinka. Ale nie za mocnego, jestem raczej ekonomiczna jeśli idzie o alkohol. Moja głowa... - Spróbowałam jej dotknąć. - Ałaaa...
- Chodź, w kuchni powinno się coś znaleźć.
Siedzieliśmy w kuchni, po dwóch stronach kuchennej wysepki. Milczeliśmy. Trzymałam woreczek w lodem przytknięty do głowy. Na dworze zaczynało robić się szarawo. Byłam w połowie drinka, gdy poczułam jak kropla wody z rozpuszczającego się lodu spadła mi na kark. Wzdrygnęłam się.
- Chyba... Chyba powinnam już iść. - Wstałam z wysokiego stołka i znów się zachwiałam, ale on był już przy mnie. Już trzymał mnie, obejmował jednym ramieniem, drugą ręką zdążył jeszcze złapać szklankę spadającą na podłogę. Patrzyłam na niego oniemiała. - Jak ty to...
- Ciii... - położył mi palec na ustach. Pochylił się nade mną zamykając oczy. - Jesteś taka ciepła... Taka żywa...
Poczułam ciepło w podbrzuszu. Jego zapach wciąż mącił zmysły. Mogłam tylko patrzeć na niego oniemiała. Powoli schylał się do moich ust. Musnął moje wargi swoimi. Były chłodne, ale miękkie. Lekko wtargnął między nie i pociągnął moją dolną wargę ustami. Jeszcze jedno podejście i lekko rozchylił moje usta. Jeszcze jedno i poczułam jego zimny, aksamitny język we wnętrzu ust. Zaskoczyło mnie to. Dlaczego jest taki zimny? To dziwne uczucie sprawiało, że ciepło w dole brzucha zaczynało buchać niebezpiecznym gorącem. Czułam jakby języki ognia paliły moje wnętrze. Serce zaczęło mi bić szybciej, czułam jakby miało za chwilę wyskoczyć. Bałam się oddychać.
"Proszę nie przestawaj..."
Wysunęłam swój język na spotkanie jego. Oddałam tą delikatną pieszczotę. Zupełnie jakby na to czekał. Przesunął dłoń na mój kark, jego chłodna dłoń na mojej gorącej skórze przyprawiła mnie o gęsią skórkę. Całował mnie teraz mocniej, głębiej, jego język panoszył się bezczelnie we wnętrzu moich ust. Tańczył z moim, głaskał moje podniebienie. Zaborcze usta. Zachłanne. Nie przestając mnie całować złapał mnie mocno w pasie jedną ręką, posadził na blacie i płynnym ruchem wślizgnął się między moje kolana. Woreczek z lodem wypadł z mojej dłoni i pękł przy upadku, rozsypując się po polerowanej podłodze kawałkami maleńkich i błyszczących jak diamenty kawałkami lodu. Czułam teraz na sobie jego twardy tors. Wyczuwałam chłód przez nasze ubrania, ale umysł zajęty był rejestrowaniem innych wrażeń. Położył dłonie na moich ramionach a ustami zsunął się niżej, na moją szyję. Objęłam go rękoma, dotykałam szerokich, twardych barków, drapałam delikatnie kark, aż wplotłam palce w jego włosy. Były sztywne, ale cudownie jedwabiste.
- Cudowna, ciepła, pachnąca... - szeptał między kolejnymi muśnięciami. Mój własny szybki, głośny oddech dobiegał do mnie jakby z oddali.
"Co ja wyprawiam?"
Czułam jego zimne pocałunki już na ramieniu, sunęły niżej, na dekolt, musnął językiem rowek między piersiami. Uczucie tak nieziemskie, że aż głośno jęknęłam. Znów zawrócił w górę, sunął językiem przez całą szyję, aż dotarł do płatka mojego ucha i zaczął go ssać.
- Mmm, tak... - Wyrwało mi się.
Złapał moje biodra, a jego język wsunął się do wnętrza mojego ucha, delikatnie chwycił zębami za jego brzeg, przyprawiając mnie o kolejny jęk.
- Rozkoszna... - mruknął.
Jego usta znów zsunęły się na moją szyję, cudowny zwinny język drażnił już dołek obojczyka, znów na szyi. Poczułam ukłucie. Drgnęłam.
"Co jest do ciężkiej cholery?!" złapałam się ręką za szyję i spojrzałam na dłoń. Krew. Krew?! Mój anioł spojrzał na mnie nieprzytomnie, włosy miał potargane, usta rozchylone, krew na wardze... Moją? Moją krew? Spojrzałam w jego oczy, były czarne jak onyks. Jak nad strumieniem. Obrazy w mojej głowie poskładały się z prędkością światła. Jego szybkość, siła, zęby, oczy, zimno...
"O mój Boże, o Boże, o Boże!"
Przekręciłam się na drugą stronę blatu i rzuciłam się pędem w stronę wyjścia.
- Uciekaj! Uciekaj szmmmato!- Wrzasnął za mną. Miałam wrażenie, że ten wrzask eksplodował w mojej głowie.

***

Byłem nią absolutnie zafascynowany. Była taka ciepła, miękka, cudowna. Mógłbym ją teraz pieścić, aż następnej nocy. Krew pulsowała tuż pod jej cienką skórą. Wyczuwałem ją pod językiem, jak lizałem jej szyję.
"Tak bardzo chce mi się pić..."
Ciemniało mi w oczach.
"Jeszcze chwilę i się od niej oderwę. Jeszcze kawałeczek, kilka centymetrów i będzie moja, każdą kroplą, każdą kroplą, moja, MOJA..."
Nie zdążyłem i mój ostry jak diament kieł naciął jej skórę. Widziałem jak dotyka zranionego miejsca, jak ogląda zakrwawioną dłoń, jak zaskoczona patrzy mi w oczy. Widziałem obrazy, które łączyły się w logiczną całość w jej głowie. Zrozumiała. Poznała mnie, choć nie mogła pojąć jak to możliwe. Nagle oprzytomniałem. Musiałem ją wystraszyć, odepchnąć jak najdalej od siebie.
Obróciła się na blacie i ruszyła pędem do wyjścia.
- Uciekaj! Uciekaj szmmmato! - wrzasnąłem za nią.
- Kurwa! Nosz, kurwa!!! - wrzasnąłem znów, zaciskając dłonie z całych sił na brzegu granitowego blatu, aż ukruszyłem dwa kawałki. Rzuciłem nimi w ścianę rozwalając je na tysiące małych odłamków. Oparłem się na łokciach i schowałem pomiędzy nimi głowę ciężko dysząc. Szumiało mi w uszach.
"Jestem niczym. Niczym i nikim. Najpodlejszą z podłych istot."
- Dlaczego mi to zrobiłeś?! - wrzasnąłem celując palcem w okno, w niebo. - Co tak bardzo spierdoliłem, że ukarałeś mnie, MNIE w ten właśnie sposób?!
Chciałem płakać, ale my, najpodlejsze z istot, nie potrafimy ronić łez. Swoją złość, gniew, wściekłość wyładowałem więc kopiąc z całej siły w taboret stojący najbliżej. Z hukiem roztrzaskał się na kilku następnych, niemalże wbijając się w ścianę.
"Klara. Clara... Czystość, niewinność. Zbrukałem ją... Dlaczego?!".
- Dlaczego mi to zrobiłeś do cholery?! - krzyknąłem łamiącym się głosem w stronę okna. Nie dostałem odpowiedzi. Czułem tylko jak jej zapach oddala się ode mnie z każdą sekundą. Nawet jej strach już niknął w oddali.

CDN . ♥
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
  • awatar Ewa...: Ma talent!-zapraszam do mnie
  • awatar Serca nie oszukasz.. ღ: Ale ładne, ma dziewczyna talent;) Wpadnij do mnie i zostaw po sobie ślad;D;*
  • awatar Roxana 16: Naprawde świetnie rysuje :D ;* . Zapraszam do skomentowania moich wpisów, odwdziecze sie tym samym :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
  • awatar Kochać znaczy niszczyć †: haha proste. :D
  • awatar Creator of dreams: Dobry wieczór, cześć i czołem. :> Kłania się Kreatorka Marzeń. :> Właśnie dodałam Swojego drugiego posta o prawdziwej przyjaźni. :> Mam nadzieję, że przeczytasz moje wiersze plus piosenkę autorską i dasz ocenę. :> Odwdzięczę się, pozdrawiam :>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
(\(\-----------/)/)
(=':'-------(':'=) <-- widzicie tu króliczki?
(..("("..("("..)
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›